Zetknięcie z ITANem – tuż po premierze “Wykluczonych”

Z ITANem nie można się jedynie zetknąć. Kontakt z ITANem to zderzenie. Zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością. Ale zacznę od początku.

Miejsce zdarzenia: Kraków, kino Kijów.
Osoby dramatu: aktorzy i ekipa Teatru Integracyjnego Aktora Niewidomego i publiczność.
Akcja: premiera „Wykluczonych”.
W obawie, że mogę być odebrana jako zupełnie nieobiektywna pozwalam sobie przedstawić krótki wywiad z siostrami Krakowiankami. Na co dzień nie spotykają się zbyt często – ot, okazjonalne wypady na interesujące wydarzenia kulturalne w Krakowie. Pretekst dobry jak każdy inny. Tym razem była to premiera ”Wykluczonych”. Poniżej spisuję ich wrażenia:

Ja: – Pierwsze wrażenie. Proszę się nie zastanawiać! Szczerze, co pierwsze przychodzi pani do głowy.

Ewa: Konsternacja. Prawie szok… Ale w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Ja: Jak mam to rozumieć?

Iwona: Zgadzam się z siostrą. Może ja spróbuję to sformułować w naszym wspólnym imieniu. Widząc aktorów pozornie bezradnych i zagubionych w próbach samodzielnego poruszania się poczułam dreszcz przerażenia. Powiedziałam sobie: „spokojnie, wytrzymamy dwie godziny i postaramy się szybko zapomnieć”.

Ewa ze śmiechem: Większość widzów, którzy nie mieli wcześniej okazji oglądać ITANa wyglądała na zmieszanych

Iwona z rozbawieniem: To prawda. Słowo wstępu tradycyjne i sympatyczne, ale lęk co pokażą aktorzy pozostał…

Ja: Czego panie się obawiały? Co budziło wasze wątpliwości?

Ewa: Szczerze? Nie wyobrażałam sobie ruchu scenicznego i profesjonalizmu w wykonaniu przypadkowych osób i niepełnosprawnych aktorów.

Iwona: Tak. Też zdrętwiałam, bo „Kabaret Starszych Panów” to moja ukochana klasyka. Na Boga, jak można pokusić się o jej wykonanie? Przy tym aktorzy nieprofesjonalni i niepełnosprawni! A to mieliśmy oglądać przed projekcja filmu.

Ewa: No, właśnie! Tym bardziej piosenki i skecze wykonywane przez aktorów ITANa spadły na nas jak lawina, która szturmem wymiotła wszystkie nasze wątpliwości. Oni są świetni!

Iwona: Pomimo, że kocham pana Federowicza, oni nie zostawali w tyle. Tworzyli zwartą artystycznie całość. To cudowne i oczyszczające przeżycie!

Ewa: Trzeba wariata, żeby z przypadkowych osób stworzyć spójny artystycznie zespół! I to z taką energią!
Miejsca mało, więc nie przytaczam kolejnych rozmów, które przeprowadzałam z widzami. Wszystkie miały podobny wydźwięk. Jak nazwać pozytywny szok? Wszystko jedno, najważniejsze, że widzowie byli zachwyceni. Tym bardziej wymowa „Wykluczonych” zostawiała osad smutku.

Głównym przesłaniem filmu jest zwrócenie uwagi na problem, z jakim ITAN walczy od lat – brak własnej siedziby i statusu instytucji kultury. Bez tego aktorzy nie mogą być w teatrze zatrudnieni na etat i nie mogą wystawiać sztuk na własnej scenie.
Na początku swojej drogi aktorzy grali w samym sercu Krakowa. Dzisiaj spotykają się na próbach w podziemiach kościoła św. Stanisława Kostki. Zagrali już 1300 spektakli w całej Polsce i dotarli do serc wielu widzów. Mimo to wciąż nie mogą otrzymać statusu instytucji kultury, a co za tym idzie – własnej siedziby, etatów, sceny, garderoby, kasy biletowej… Praca, którą Artur Dziurman wykonuje z tymi ludźmi nie tylko stanowi ważny przyczynek do ogólnego nurtu kultury. Nie można przecenić roli terapeutycznej! Kiedy patrzymy na aktorów ITANa na scenie zapominamy o ich inwalidztwie, ale to Artur Dziurman wydobywa z izolujących kokonów osoby niepełnosprawne i przeobraża ich w profesjonalnych aktorów.
Są już zmęczeni i widać to w „Wykluczonych”. Jak długo dadzą radę? Nie wiem. To przerasta moje wyobrażenia. Pomyślcie o tym składając sobie życzenia o północy, kiedy będziecie witać Nowy 2018. Czy w nim nadal będzie miejsce dla ITANa?

 7 6 5 4 3 2 1

Film „Wykluczeni” jest współfinansowany przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Województwo Małopolskie

 Logo Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Logo Województwa Małopolskiego